Przewodnik po napadach złości dla rodziców maluchów 1-4 lata. Co robić w pierwszej minucie, kiedy nic nie działa. Co mówić, gdy krzyk łamie się w płacz. I co zrobić z sobą, kiedy sama nie masz już siły.

Nie musisz czytać całości. Otwierasz spis scen, znajdujesz swoją (fotelik, sklep, mycie zębów, gryzienie) i masz gotowy skrypt na dziś. Rozdział o trybie awaryjnym czytasz nawet wtedy, gdy nie masz siły na nic innego.
Wpół do siódmej. Zły kolor kubka.
Nie żółty. Żółty był wczoraj i wczoraj był dobry. Dzisiaj żółty jest końcem świata, a ty stoisz w kuchni i słyszysz siebie, jak tłumaczysz dwulatkowi, że przecież to ten sam kubek. Tłumaczysz coraz głośniej. Potem już tylko głośno.
Wieczorem, kiedy śpi, siedzisz z tym jednym zdaniem: przecież ja go kocham, więc dlaczego dziesięć minut temu tak na niego wrzasnęłam.
Najgorsze nie są napady. Najgorsze jest to, co ty zaczynasz o sobie myśleć między jednym a drugim.
W badaniu środowiskowym obejmującym 1490 dzieci w wieku przedszkolnym napady złości miewało 83,7 procent maluchów (Wakschlag i in., J Child Psychol Psychiatry 2012). To nie jest odchylenie. To jest norma tego wieku.
W obserwacjach domowych, gdzie badacze siedzieli w mieszkaniach przez dwie i pół godziny, naliczono 10,3 sytuacji na godzinę wymagających reakcji rodzica (Dahl, Front Psychol 2016). Jedna sytuacja co sześć minut. Przez cały dzień. Przy jednym dziecku.
Zestaw to z myślą „ciągle go tylko upominam”. Tak. Bo w tym wieku tak wygląda dzień. To nie jest dowód na to, że nie umiesz, tylko opis tego, ile granic mieści się w jednej godzinie życia z dwulatkiem.
Napad zaczyna się w sklepie. Improwizujesz: najpierw tłumaczysz, potem grozisz, potem ustępujesz, bo wszyscy patrzą. Wieczorem masz wyrzuty sumienia i postanowienie, że jutro będziesz spokojniejsza. Jutro jest tak samo, bo postanowienie nie jest planem. Po miesiącu zaczynasz wierzyć, że problem jest w tobie.
Wiesz, że napad ma dwie fazy i że w pierwszej twoje słowa nie docierają, bo nie mają gdzie dotrzeć. Masz cztery kroki, które robisz zawsze w tej samej kolejności. Masz gotowe zdanie na scenę w sklepie i osobne na gapiów. A kiedy sama pękniesz, masz rozdział o naprawie, który nie każe ci udawać, że się nie stało.
Różnica nie polega na tym, że przestaniesz krzyczeć. Polega na tym, że przestaniesz improwizować.
Nie musisz przeczytać całości, żeby zacząć. Dziś wieczorem otwierasz jeden rozdział, ten o swojej scenie. Reszta czeka na dzień, w którym będzie potrzebna.
To gotowe narzędzie do pracy, nie esej. Zobacz, jak wyglądają rozkładówki.




PDF na telefon, tablet i do druku.
Krzywa napadu i metoda 4Z. Razem kwadrans czytania, a od nich zależy wszystko dalej.
Jutro rano fotelik? Otwierasz rozdział o foteliku i masz gotowe zdania. Karty-skrypty wieszasz albo wgrywasz do telefonu.
Do przewodnika dostajesz osiem materiałów do wydrukowania. Każdy jest odpowiedzią na jeden konkretny moment, nie dodatkiem do objętości:

gotowe zdania w formacie, który otwierasz jedną ręką w sklepie

wręczasz zamiast tłumaczyć się przy każdym odbiorze

cztery kroki na widoku, bo w trakcie napadu nikt nie szuka rozdziału

na dzień, w którym to ty jesteś na dnie

gryzienie, bicie, rzucanie: sześć kroków w stałej kolejności

dopasowuje skrypty do twojego dziecka, a nie do przeciętnego

rozmowa, którą lepiej odbyć przy stole niż w trakcie awantury

gdzie iść, jeśli lista czerwonych flag coś zaznaczy
Nie i nie obiecuję tego nigdzie. Napady w tym wieku miewa ponad cztery piąte dzieci i to jest norma rozwojowa, a nie usterka. Zmienia się co innego: ile trwają, jak się kończą i co zostaje po nich między wami.
Codzienne napady dotyczą 8,6 procent dzieci w wieku przedszkolnym, więc jesteście w mniejszej grupie. To samo w sobie niczego nie przesądza, ale jest powodem, żeby spokojnie przejść listę z rozdziału o czerwonych flagach. Jest do tego zrobiona.
Są na to dwa rozdziały: jeden o regulacji rodzica, którą stawiam PRZED metodą na dziecko, i drugi o naprawie po własnym krzyku. Bez udawania, że się nie stało.
To nie jest książka o nurcie. Metoda 4Z mówi, co zrobić w pierwszej minucie, a rozdział o granicy bez kary mówi, jak utrzymać „nie”. Jedno i drugie działa niezależnie od tego, jak nazywasz swój styl.
Jest o tym osobny rozdział i osobny arkusz do wypełnienia we dwoje. Rozmowa jest wtedy o zasadach, a nie o tym, kto wczoraj zawiódł.
PDF, natychmiast po zakupie, na e-mail i do pobrania. Czytasz na telefonie, a materiały do druku drukujesz.
Masz 30 dni na zwrot. Piszesz jedno zdanie na maila, oddaję pieniądze, materiały zostają u ciebie.
Nie potrzebujesz kursu za 249 zł. Potrzebujesz zdania, które powiesz jutro rano przy foteliku.
Dlaczego więc 49, a nie 249. Bo napisanie tego kosztowało mnie raz, a wysłanie kolejnej kopii nie kosztuje mnie nic. Psycholog sprzedaje swoją godzinę i taniej nie może. Ja sprzedaję to samo przygotowanie tysiąc razy i chcę, żeby cena nie wymagała rozmowy o budżecie w twoim domu.
Cena premierowa. Bez ukrytych kosztów i bez abonamentu.
Napady nie mają sezonu i nie znikną same przez najbliższy miesiąc. Liczy się tylko to, ile z tych scen przejdziesz jeszcze bez planu.
Przeczytaj, wypróbuj metodę, wydrukuj materiały. Jeśli uznasz, że to nie dla was, piszesz jedno zdanie na maila i oddaję pieniądze. Bez pytań i bez tłumaczenia się. Materiały zostają u ciebie.
Ta książka powstała dlatego, że rady o napadach kończą się na „bądź spokojna”. Więc stawiam to tak: przeczytaj rozdział o krzywej napadu, rozdział o metodzie 4Z i tryb awaryjny. Jeśli uznasz, że nie ma tam nic, czego już nie próbowałaś, piszesz jedno zdanie i oddaję pieniądze.
Mogę tak powiedzieć, bo materiał jest cyfrowy i wysłanie ci go nie kosztuje mnie nic. Kosztuje mnie dopiero wtedy, gdy okaże się, że nie pomógł. To jest cała moja motywacja, żeby nie obiecywać ci spokojnego dziecka.
Za miesiąc możesz mieć za sobą trzydzieści scen przeimprowizowanych tak samo jak wczoraj. Albo cztery kroki, które robisz zawsze tak samo, i jedno zdanie na tę scenę, która u was wraca najczęściej.
Chcę plan na napady złości - 49 zł